| Money.pl - Sky Club i Triada od dawna były podejrzane. Jaka jest prawda o branży? |
|
Biuro podróży Alba Tour zawiesiło działalność, a zrozpaczonych turystów do Polski musiał ściągać urząd marszałkowski województwa wielkopolskiego. To już drugi przypadek plajty firmy turystycznej w tym roku, na pierwszy ogień poszedł dwa tygodnie temu Sky Club. O kondycji branży turystycznej w Polsce Manager.Money.pl rozmawia z Agnieszką Gujgo, prezes Urlopy.pl.
Money.pl: Jak należy sprawdzić biuro podróży przed wykupem wycieczki? Agnieszka Gujgo: Stuprocentowej weryfikacji zrobić się nie da, ale zawsze możemy sprawdzić, czy firma ma zezwolenie na działalność od marszałka województwa, czy opłaciła gwarancję bankową, jaki prowadzi rodzaj działalności oraz czy ma aktualny wpis w KRS-ie. Jednak tę pracę wykonuje najczęściej już agencja biura podróży, a i tak może zdarzyć się, że touroperator upadnie lub nie będzie miał środków na dalsze finansowanie działalności. Cała branża turystyczna od dawna ostrożnie traktowała Sky Club oraz Triadę. W naszych biurach sprzedaż oferty tego organizatora była marginalna. Tym samym staraliśmy się nie narażać na ewentualne straty naszych klientów. W ubiegłym roku Urlopy.pl otrzymały propozycję przejęcia Triady, jednak po wglądzie w sprawozdanie finansowe spółki, nie podjęliśmy tej decyzji. Wtedy zrobił to Sky Club. Czy w najbliższym czasie pojawią się następni bankruci, a w mediach usłyszymy o Polakach uwięzionych na dalekich wyspach? Co ciekawe, ten rok zapowiadał się dla nas bardzo dobrze. Niezależne ośrodki badawcze prognozowały, że do końca roku sektor wzrośnie nawet o 30 procent. Może upadłość Sky Club i Alba Tour będą więc już ostatnimi w tym roku? Kryzys w strefie euro odbija się właściwie już na każdej branży, również turystycznej. Jeśli Polacy tracą pracę lub zarabiają mniej pieniędzy, nie będą mieli środków na urlop za granicą. Wakacje w pogrążonych w recesji Grecji lub Hiszpanii będą w tym roku tańsze? Raczej nie. Biura podróży, mimo kryzysu w strefie euro, wcale nie będą miały promocyjnych cen. Bałtyk już się nie liczy? Nasze biuro podróży skupia się przede wszystkim na sprzedaży wycieczek zagranicznych. Oferujemy oczywiście wakacje nad polskim morzem, jednak mamy takich ofert zdecydowanie mniej. Sprzedaż wycieczek za granicę to lepszy interes? A co, jeśli lada chwila przez Północną Afrykę przejdzie kolejna fala walk, lub do władzy dojdą radykałowie? Rzeczywiście, kiedy kraje przechodziły zmiany ustrojów i było tam niebezpiecznie, odnotowaliśmy drastyczny spadek sprzedaży wycieczek. Jednak my jesteśmy tylko pośrednikiem, a nie touroperatorem. Jeśli oni zdecydują się na zamknięcie jednego kierunku, to tylko wypada on z naszej oferty. Mamy jednak multum innych propozycji - od czarterów po wakacje z dojazdem własnym. Jesteśmy podatni na zdarzenia ekstremalne, ale zabezpieczamy się szerokim katalogiem. Paradoksalnie teraz większym zagrożeniem wydają się kraje Południowej Europy. Głównie przez to, że wraz z ich kłopotami, spada wartość złotego. Jak wahania kursów walut wpływają na ten biznes? Wyjazdy są niestety droższe, a my nie możemy zaoferować promocji typu last minute. Proponujemy jednak gwarancję niezmienności ceny - wtedy klient od początku wie, czy stać go na wyjazd. To nie jest jednak nasz instrument, tylko touroperatorów. Często dodają go w cenie wycieczki w opcji first minute, czyli w pierwszych dniach działania oferty. Później niestety ta gwarancja jest dodatkowo płatna. Trzeba jednak pamiętać, że polskie prawo gwarantuje nam, że 21 dni przed urlopem cena nie może wzrosnąć. Kto kupuje takie wycieczki? Generalnie najwięcej wyjazdów sprzedajemy rodzinom z dziećmi. Rośnie też liczba aktywnych seniorów, którzy są naszym drugim, najlepszym klientem. Starsi Polacy się bogacą? Tak, seniorzy częściej korzystają z turystyki czarterowej niż kiedyś. To jednak w dużej mierze efekt specjalnych programów, które wprowadziły rządy między innymi w Hiszpanii - również na Majorce, w Tunezji lub Maroko. Te kraje żyją z turystyki i dbają, żeby hotele cały czas były pełne. Dlatego wycieczka na 10 dni, z podstawowym wyżywieniem i atrakcjami może kosztować już nawet półtora tysiąca złotych. Takie kwoty powoli stają się w zasięgu ręki starszych klientów.
Spółka notuję stratę na działalności operacyjnej od kilku lat, bo wciąż sporo inwestujemy. W 2008 roku posiadaliśmy tylko siedem biur stacjonarnych i skupialiśmy się na sprzedaży tylko w kilku miastach Polski. Potem wystartował nasz portal internetowy, a dziś mamy 24 biura w całym kraju. Rozwój wiąże się z nakładami, a my w dodatku stawiamy na franszyzę, która wymaga specjalnych przeszkoleń lub pomocy finansowej. Kiedy ta inwestycja się zwróci?
Nie. Sprzedaż wycieczek tylko za pomocą sieci jest w Polsce jeszcze niemożliwa. Pod tym względem od naszych zachodnich sąsiadów dzielą nas lata świetlne. Klienci jednak coraz częściej wchodzą na nasze strony i szukają dogodnych okazji. Potem jednak idą do biura podróży i tam dokonują transakcji. Nastawiamy się na internet, ponieważ chcemy poszerzyć bazę sprzedaży.
Wykorzystujemy pewne okazje inwestycyjne, które po prostu działają. Bankruci i państwa na skraju przepaści finansowej nie walczą o turystów? Poza tym wciąż rośnie grupa osób zainteresowanych turystyką, Polacy przez lata nie mogli pojechać przecież prawie nigdzie. Co prawda do rynku niemieckiego jest nam jeszcze daleko, niemniej jednak zapotrzebowanie na wycieczki rośnie. Ciężko w takim wypadku mówić o spadających cenach. Skoro one rosną, to gdzie w tym roku pojedziemy na wakacje? Egipt albo Tunezja. Grecja i Hiszpania są wciąż dla nas za drogie, a kraje Afryki Północnej oferują najlepszy stosunek jakości do ceny. Dlatego sprzedają się najlepiej, w dodatku to kierunek całoroczny.
|
|
||||||||||||
|